Adam Minter: Martwisz się klimatem? Daruj sobie rejs statkiem [OPINIA]

Kategorie Bloomberg PL

psav zdjęcie główneJak dotąd branża nie przejmowała się zbytnio środowiskiem – a powinna. Wzrasta liczba klientów, którzy mówią na głos o swoich wątpliwościach dotyczących wpływu ich podróży na środowisko i chcą wywierać nacisk na te spośród firm, które nie chcą wyjść naprzeciw wyższym standardom w kwestii dbałości o klimat. W Europie zjawisko „flight shamingu” obniżyło zarobki linii lotniczych, ponieważ podróżni szukają niskoemisyjnych alternatyw. Branża rejsów wycieczkowych, znacznie mniej istotna dla światowej ekonomii niż podróże lotnicze, będzie podatna na podobne zmiany w kwestii podejścia konsumentów – i może się okazać, że nie jest na to przygotowana.Jak dotąd, biznes wycieczkowy miał powody, by czuć się na rynku pewnie. Zajmuje niewielką niszę branży turystycznej – ok. 2 proc. światowego rynku – ale jego popularność gwałtownie rośnie. Liczba pasażerów zwiększyła się z 17,8 mln w 2009 to 28,5 mln w ubiegłym roku, generując tym samym ok. 45 mld dolarów przychodu. W samych Chinach wzrost popularności tego rodzaju podróży wśród pasażerów przekraczał rocznie 40 proc. od 2006 roku. Co ciekawe, cały ten wzrost nastąpił pomimo całych dziesięcioleci złej prasy na temat wpływu branży na środowisko. Od lat 90. krążyły opowieści o nielegalnym wywozie śmieci przez statki wycieczkowe, w tym około 100 „przypadków nielegalnego zrzucania ropy, śmieci i innych szkodliwych substancji do wód przybrzeżnych USA”. W 2016 roku Princess Cruise Lines przyznała się do siedmiu zarzutów przestępstwa i zgodziła się zapłacić grzywnę 40 mln dolarów za nielegalne składowanie odpadów. W tym roku spółka macierzysta firmy została ukarana grzywną dodatkowych 20 mln dolarów za rozładunek śmieci plastikowych, fałszowanie zapisów i inne naruszenia warunków wyroku skazującego z 2016 roku. Tymczasem lista zarzutów związanych z negatywnym wpływem branży na środowisko rośnie. Jednym z nich jest fakt, że do niedawna jeszcze, większość statków wycieczkowych była tak skonstruowana, by pracować na bogatym w siarkę produkcie ubocznym procesu rafinacji paliwa. Według jednej z przeprowadzonych analiz, statki dokujące w Barcelonie emitowały pięć razy więcej tlenku siarki niż 560 tys. zarejestrowanych w mieści aut. To powinno wkrótce zacząć się zmieniać dzięki globalnemu porozumieniu w sprawie redukcji emisji siarki. Ale nawet dobre wieści w sprawie ochrony środowiska często zawierają zastrzeżenia w przypadku branży wycieczkowej. Jednym z najtańszych i najpopularniejszych sposobów redukcji emisji siarki – tak zwana technologia płuczki – jest zakazywana w coraz większej liczbie portów, ponieważ pociąga za sobą znaczne zrzuty ścieków. Pomimo że nie ma ścisłych danych na temat śladu węglowego, jaki zostawia branża, świadomi kliencie nie mają wątpliwości, że nowsze statki przypominają gigantyczne dryfujące miasta. Słynna karaibska Symphony of the Seas może pomieścić prawie 7 tys. pasażerów. Według jednego z szacunków, każdy z tych wycieczkowiczów pozostawi prawie trzykrotnie większy ślad węglowy, niż pozostawiłby na lądzie. Największa firma oferująca rejsy wycieczkowe, Carnival Corp., donosi, że jej emisja gazów cieplarnianych wzrosła o ponad 3 proc. pomiędzy 2015 a 2018 r. i osiągnęła pułap 10,6 mln ton metrycznych. Naprawdę niewiele branż mogłoby oczekiwać rozwoju przy tak dużych zagrożeniach w kwestii reputacji – branża wycieczkowa nie powinna oczekiwać, że będzie jej to wciąż uchodziło na sucho. Chociaż zanieczyszczenie oceanów mogło być niewielkim problemem pięć lat temu, to dziś istnieje konkretna groźba, że spotka się to z takim gniewem klientów, z jakim musieli się zmierzyć producenci plastikowych słomek do napojów. Zmiany klimatu to również – dzięki flight shamingowi – popularny temat wśród konsumentów, którzy czują, że mają prawo oczekiwać od swoich usługodawców odpowiedzialności. Podróżni na całym świecie coraz chętniej płacą za zrównoważony rozwój – dla przykładu: 78 proc. konsumentów z Chin twierdzi, że są skłonni zapłacić więcej za przyjazne środowisku oferty firm turystycznych. Także rządy nie są nieświadome tych zmian. Coraz częściej, podobnie jak to ma miejsce w przypadku Cannes, wykazują gotowość do egzekwowania tego, co staje się publicznym żądaniem. Dla branży wycieczkowej to poważne ostrzeżenie – podróżnicy wprawdzie nie są jeszcze gotowi na „cruise shaming”, ale są już całkiem blisko.>>> Czytaj też: Rewolucja w rolnictwie: farmy wertykalne pomogą nam przeżyć najbliższe dekady